Himalaizm, heroina i heroizm

 

Ostatnio strasznie głośno na temat polskich prób zdobywania ośmiotysięczników zimą. Dla przypomnienia – w Karakorum działa polska wyprawa usiłująca zdobyć szczyt K2 (8611 m n.p.m.), który zimą jeszcze przez nikogo nie został zdobyty. Jednocześnie na szczyt Nanga Parbat (8126 m n.p.m.) prawdopodobnie weszli Francuzka Elisabeth Revol i Polak Tomasz Mackiewicz. Niestety Pan Tomasz zejść już nie dał rady i zmarł na zboczach góry. Francuzkę uratowali członkowie polskiej wyprawy na K2, którzy ruszyli jej z pomocą.

Jak zwykle w takich sytuacjach media i internet huczą od domysłów, dociekań, teorii spiskowych. Sporo z nas, w tym i ja, śledziło obie te wyprawy, a także akcję ratunkową na Nanga Parbat. Oprócz zwykłego kibicowania jednak, myślę, że cała ta sytuacja wzbudzała w nas pewne refleksje. Swoimi chcę się z Wami podzielić.

Żeby nie było. Ekspertem od himalaizmu nie jestem. Ot, przeczytałem kilka książek, parę filmów zobaczyłem. Lubię sport, to fakt, ale moje największe osiągnięcia to przebiegnięty dwa razy maraton i ukończone zawody na dystansie ½ ironman triathlon. Ale znam się na psychologii. No i lubię analizować różne rzeczy – rozkładać je na czynniki. Z tej strony właśnie temat nadgryzam.

 

HEROINA I HIMALAIZM – CO MAJĄ WSPÓLNEGO?

Co mi w tej historii jakoś najwięcej dało do myślenia, to fakt, że Tomasz Mackiewicz był w młodości uzależniony od heroiny. Udało mu się jednak z nałogu wyjść. I od razu, jak tylko o tym przeczytałem, zacząłem się zastanawiać, czym się różni uzależnienie od heroiny od uzależnienia od himalaizmu. Pierwsza litera – taka sama. Ale co jeszcze?

Kurcze… Wychodzi mi, że pięć rzeczy oba te zjawiska mają wspólnych. A dwie rzeczy różne. I jedna z tych rzeczy, która odróżnia jedno od drugiego jest dla mnie hm… trudna do pojęcia.

Ale po kolei. Jakie są cechy wspólne heroiny i himalaizmu?

1. Ekstremalna dawka doznań

Jak już na wstępnie pisałem himalaistą nie jestem. Nawet nie znam nikogo osobiście, kto się tym para. Heroinistą nie jestem także. Ale kilka książek na ten temat przeczytałem i parę filmów obejrzałem. Ponadto na studiach zajmowałem się nieco tematyką uzależnień i z wynikami wielu badań się zapoznałem. Spora część tych badań dotyczyła czynników psychologicznych sprzyjających wpadaniu w różne uzależnienia. Jednym z tych czynników psychologicznych jest wysoka potrzeba doznań. Co to są te doznania? To po prostu doświadczenia wykraczające poza zwykłe, codzienne, rutynowe czynności. To stany podwyższonego pobudzenia. Generalnie, to przeżywanie czegoś mocniej, wyraźniej, intensywniej.

No i jak na talerzu widać, że chodzenie zimą po wysokich górach, jak i zażywanie nielegalnych substancji do takich stanów prowadzi. Przypadków Pana Tomasza, kiedy z nałogu narkotykowego lub alkoholowego ludzie wychodzą i „wpadają w nałóg” sportów ekstremalnych jest wiele. Ot, chociażby niedawny film pt. „Najlepszy”. Oparty na faktach. Opowiada o alkoholiku, który wygrywa z nałogiem i zostaje mistrzem triathlonu. I to nie jakichś luz dystansów, tylko podwójnego ironmana. Ja ogarnąłem jedynie półironmana z wielkim trudem. Dwa ironmany to jest naprawdę ekstremum. Doznania totalnie unikalne (np. nie jesteś w stanie wykonać najprostszych czynności matematycznych w głowie typu siedem minus pięć). Nikomu nie życzę… 🙂

2. Wysokie ryzyko utraty życia lub zdrowia

No cóż… Narkotyki zabijają i choć coraz lepiej medycyna radzi sobie z zatruciami, to wciąż są ofiary. Nawet jak bezpośrednio nie zginiesz od „złotego strzału” to zdrowie niszczą konkretnie. Tak samo himalaizm. Naliczyłem 57 Polaków, którzy zostali na zawsze w Himalajach lub Karakorum. Pewnie doliczyć się tych, którym amputowano palce u rąk lub nóg trudniej. Ale myślę, że liczba również nie byłaby mała.

Zatem oba zjawiska są skrajnie ryzykowne w kontekście utraty życia lub zdrowia.

3. Pieniądze.

Zarówno ćpanie jak i chodzenie po Himalajach i Karakorum pochłaniają mnóstwo kasy. Działka heroiny wygląda na to, że chodzi po około 80 zł. Przyjmując, że działka dziennie to norma, to miesięcznie jest to koszt około 2400 zł. Wyprawa na ośmiotysięcznik w lecie to koszt około 100 000 zł najmarniej. Przy czym liczę tylko koszty finansowe. A należy pamiętać o kosztach związanych z tym, że jak ktoś jest na haju, to raczej nie pracuje, a więc nie zarabia. Jak ktoś wchodzi na ośmiotysięcznik teoretycznie zarabiać może (np. na sponsorach), ale musi być jakimś celebrytą, żeby to się opłacało. Więc należy także mierzyć utracone zyski, co zwiększa koszty tych przyjemności.

4. Negatywny wpływ na relacje z najbliższymi

Uzależnienie od narkotyków niszczy relacje z innymi ludźmi, gdyż najwyższym dobrem staje się narkotyk. Inni są tylko środkiem do celu, jakim jest zażywanie. Czytając natomiast biografie himalaistów lub relacje ich bliskich zauważalne jest stawianie gór na miejscu pierwszym. Natomiast rodzina, czy relacje z innymi są na miejscach dalszych. Na ten przykład czytam wypowiedzi pani Olgi Morawskiej, żony himalaisty, który zginął w 2009 roku i wypowiada się ona, że „z górami nikt nie wygra”. Jej mąż np. spędzał czas w górach, w trakcie gdy ona rodziła i wychowywała dwóch synów. Trudno mi sobie wyobrazić ból i poczucie porzucenia dzieci, których tata stawia na pierwszym miejscu góry.

5. Szukanie sensu życia gdzie indziej

Czytając wspomnienia heroinistów lub himalaistów, bardzo często można napotkać wyrażenie, że życie zwykłe, normalne, bez gór, albo bez narkotyków, to nie życie. Tak naprawdę jest ono puste, nieciekawe i bez sensu. Jedyny sens nadaje mu bycie gdzieś indziej, nie tutaj. Himalaiści często mówią, o tym, że ich życie zawodowe lub rodzinne to udręka. Wyczekują oni jedynie kolejnej wyprawy, odliczają do niego dni. Tylko na wyprawach czują się naprawdę sobą – są w pewien sposób szczęśliwi.

A różnice?

1. Wysiłek

Wydaje mi się że zażywanie narkotyków jest megałatwe. Ot, cała filozofia w tym, aby trafić strzykawką w żyłę, albo dobrze „nagrzać towar”. Inna rzecz z chodzeniem po wysokich górach. To już nie jest bułka z masłem. Trzeba włożyć mnóstwo wysiłków w treningi a dodatkowo w trakcie wyprawy jest się narażonym na straszne warunki atmosferyczne, które trzeba wytrzymać (niska zawartość tlenu w powietrzu, zimno, wiatr, ostre światło itp. itd.), Więc tu jest zasadnicza różnica. Teoretycznie każda osoba może zacząć zażywać narkotyki. Ale już nie każdy może wspiąć się na nasz zwykły swojski Rysy, a co dopiero na jakiś ośmiotysięcznik. Zatem szacunek za to dla himalaistów – to są ludzie ze stali.

2. Społeczne postrzeganie zjawiska

I to jest różnica zupełna, a dla mnie najbardziej zastanawiająca. Narkomani są traktowani jako osoby chore, słabe i potrzebujące pomocy. Leczy się ich.

A himalaistów? Ich się gloryfikuje, daje im medale i przeprowadza z nimi wywiady. Macierzysta uczelnia mojej żony nosi imię Jerzego Kukuczki – gościa, który był naprawdę kozakiem i jako drugi w historii człowiek zdobył wszystkie ziemskie ośmiotysięczniki. Obecna wyprawa na K2 jest, tak jak pisałem, szeroko komentowana w mediach. Kibicujemy jej uczestnikom, a jak szczyt zdobędą to powitamy w kraju jak herosów.

No i tu, tak jak pisałem na początku – jest dla mnie największa zagadka. Nie do końca rozumiem dlaczego jednych leczymy a drugich gloryfikujemy? Czy tylko chodzi o to, że narkotyki są po prostu łatwiej dostępne dla każdego a chodzenie po Himalajach wymaga większego wysiłku? A może himalaiści to jacyś współcześni szamani, którzy na 8000 m. n.p.m. spotykają absolut? A może to tylko marketing i moda?

Jest to dla mnie zastanawiające, że oba te zjawiska, rozbijając je na poszczególne czynniki, nie różnią się mocno od siebie. A z drugiej strony tak różne jest ich postrzeganie.

A Wy, co o tym sądzicie?