Kim coach jest, a kim nie

Jednym z najpopularniejszych słów w ostatnich czasach jest coaching. Pojawia się w telewizji, w radio i wychyla się z domowych lodówek (jest dieta coaching, więc pasuje).

Nie mogę ignorować tematu coachingu zatem na mym blogu!

CZY JESTEM COACHEM?

Kilka lat temu ukończyłem kurs coachingowy a następnie poddałem się procesowi certyfikacji z pomyślnym zakończeniem. Zatem formalnie mogę się coachem nazywać. Jednocześnie nie pracuję jako coach. Owszem, korzystam z wielu narzędzi, które na owym kursie poznałem. Bardzo je cenię. Jednak siebie tak nie nazywam, gdyż raczej zajmuję się doradztwem, wsparciem psychologicznym, szkoleniami, diagnostyką itp.

Z drugiej strony moi znajomi uparcie tak na mnie mówią. Warto dodać, że są wśród tych znajomych osoby wykształcone, obeznane zarówno z językiem polskim i angielskim. Powinny wiedzieć, że definicyjnie nie wykonuję czegoś takiego jak usługa coachingowa.

Tylko nic sobie z tego nie robią.

ŚCISŁA DEFINICJA COACHINGU KONTRA HEDORA OGÓLNA DEFINICJA COACHINGU

Ścisła definicja coachingu stanowi, że jest to proces w którym uczestniczą najczęściej dwie osoby (coach i coachee). W tym procesie coach pomaga coachee osiągnąć pewne cele, najczęściej pracując metodą pytań. Te cele są różnej maści – czasem chodzi o podjęcie jakiejś decyzji, czasem o rozwijanie jakichś kompetencji, a czasem o większą skuteczność w czymś tam.

Ogólna definicja coachingu natomiast to „jakikolwiek procesrozwojowo-doradczo-szkoleniowy, w którym ktoś mówi komuś, co ma on robić, żeby być szczęśliwszym, bogatszym, efektywniejszym lub przystojniejszym”. Metody i narzędzia ogólnego coachingu obejmują w zasadzie wszystko co się da, łącznie z takimi formami i akcesoriami jak wykłady, pogadanki, szkolenia, szkoły przetrwania, ruchy parareligijne, MLM czy wróżbiarstwo.

Co zasadne, coachowie, nazwijmy ich ścisłymi, mają za złe coachom ogólnym zabranie im nazwy. Według coachów „ścisłych” coaching to nie jakaś pseudopsychologia, ani wtłaczanie ludziom do głów, że„wszystko jest możliwe”.

Coaching to proces w którym coach za pomocą pytań pomaga klientowi… itd.

Rzecz jednak w tym, że większość ludzi ma w głowie ogólną definicję coachingu.

CO MOŻNA Z TYM ZROBIĆ?

Można walczyć/edukować

I to jest podejście, które większość coachów ścisłych stosuje. Do tej pory także zaliczałem się do tego grona. Cierpliwie tłumaczyłem, że coaching to proces, w którym coach za pomocą wspiera coachee w osiąganiu pewnych celów pracując najczęściej metodą pytań itd. itd. Co z jednej strony ciekawe, a z drugiej martwi, to dość niska skuteczność tego działania. W sumie, część osób, którym to wytłumaczyłem, to ogarnęła. Ale zdecydowana większość jedynie posłuchała i dalej nie kapuje różnic pomiędzy jednym a drugim. Ile czasu może zatem minąć zanim dokonałaby się taka zmiana, że większość ludzi potrafiłaby rozróżnić coaching ścisły od tego ogólnego?

5 lat, 200 lat? A może nigdy?

Coaching w ścisłym rozumieniu jest w zasadzie dość nieciekawy.

Coaching ogólny jest ciekawszy, ma siłę przyciągania. Jeśli ktoś biega po scenie półnagi, krzycząc, wymachując rękami i mówiąc ludziom, że„mogą wszystko”, to jakie szanse przekonywania ma w tej konfrontacji coach „ścisły”, który mówi, że coaching to proces w którym coach za pomocą pytań wspiera coachee w osiąganiu pewnych celów itd. itd. ???

Można mieć to gdzieś

Chyba się nie da. Na facebooku strona ZDELEGALIZOWAĆ COACHING I ROZWÓJ OSOBISTY ma kilkaset tysięcy polubień. Jej autorzy, całkiem słusznie walczą z różnymi wariatami, nazywającymi siebie coachami. Działanie jest jak najbardziej OK, ale postronna osoba jak widzi taką stronkę, a potem ktoś jej mówi, że jest coachem, od razu ma w głowie coaching w rozumieniu ogólnym. Czyli bieganie po scenie, karty tarota, „wyślij SMS a napiszę Ci jak być nieśmiertelnym”. W sumie to nawet wstyd się przyznać, że jest się profesjonalnym coachem. Jeszcze wyśmieją…

Można się spoufalić

Wszystko jest dla ludzi, co nie? Czemu by nie powołaćPolskiego Związku Coachingu, w którym każdy, dosłownie każdy może znaleźć miejsce dla siebie. Wróż Maciej, profesor z Uniwersytetu, Mateusz Grzesiak, profesjonalny coach w rozumieniu coachingu ścisłego. Ja bym się proklamował szefem i żylibyśmy sobie w pokoju i ogólnej szczęśliwości 😊

Po co się kłócić, co nie?

Można zagrać mecz

Jeśli można urządzić walkę zapaśniczą w kwestii istnienia Absolutu, to równie dobrze można by zorganizować mecz np.w piłkę nożną pomiędzy coachami w rozumieniu ścisłym i coachami w rozumieniu ogólnym. Zwycięzca przejąłby prawo do nazwy na wieczność. Jest to rozwiązanie w mojej opinii najbardziej sprawiedliwe. Jednakowoż coachów ogólnych jest chyba więcej niż coachów ścisłych, zatem być może mieliby przewagę w selekcji piłkarzy do drużyny. Z drugiej strony coachowie ściśli metodą pytań mogliby skonfudować coachów ogólnych, tak że ci zaczęliby się zastanawiać nad odpowiedziami zamiast skupiać się na strzelaniu goli.

To mogłaby być arcyciekawa konfrontacja!

Można urządzić merytoryczną debatę

Można by zaprosić kilku przedstawicieli obu przeciwstawnych obozów do merytorycznej debaty, kto jest bardziej coachem, a kto jest mniej coachem. Od uczestników oczekiwalibyśmy rzeczowych argumentów, powoływania się na badania potwierdzające postulowaną tezę i logikę wywodu. Debata odbywałaby się w najlepszym czasie antenowym i po jej zakończeniu widzowie wysyłaliby SMSy (3 zł + VAT) popierające jedną bądź drugą stronę. Werdykt SMSowy byłby ostateczny i ta opcja, która w głosowaniu SMSowym by zwyciężyła, uzyskałaby prawo do nazwy „coaching” i „coach” na zawsze.

Można poprosić Radę Języka Polskiego o arbitraż

Rada Języka Polskiego to ciało złożone z profesjonalistów oceniających różne aspekty polszczyzny np. czy imię Yoda jest OK i można je dziecku nadać, czy nie. Fajnie by było gdyby językoznawcy wypowiedzieli się jaka jest definicja coachingu i to by mogło zamknąć sprawę.

Jednakże od razu nasuwa mi się wątpliwość.

Inny autorytet, taki jak Słownik Języka Polskiego PWN tak oto definiuje coaching:  [wym. kołczing] «aktywna współpraca szefa z pracownikiem w celu eliminowania błędów w pracy i wspierania rozwoju pracownika» .

Cóż… Ani to pasuje do coachingu w rozumieniu ścisłym, ani pasuje do coachingu w rozumieniu ogólnym. Wprowadza w zasadzie trzecie rozumienie pojęcia, czasem występujące, oznaczające reprymendę, naganę, opieprz. Pracownicy istotnie bardzo często jak dostają burę od podwładnych, to mówią „że właśnie zostali skołczowani”…

Zatem autorytety w sprawie języka polskiego być może średnio sobie radzą ze słowami pochodzącymi z języka angielskiego. Może przyjąć, że nie ma w polskim języku słowa coaching, a gdy tak ktoś mówi, w istocie przez chwilę, mówi po angielsku. I wtedy Rada Języka Angielskiego (której w sumie to nie ma, ale może kiedyś powstanie) musiałaby się w tym temacie wypowiedzieć.

Można zrobić kampanięreklamową zohydzającą coaching w rozumieniu ogólnym przeciwstawiając mu coaching w rozumieniu ścisłym lub odwrotnie

Według Polskiej Izby Firm Szkoleniowych w Polsce w 2012 roku było 1325,8 coachów w rozumieniu  ścisłym (oto źródło). Według portalu Wirtualne Media w 2015 roku w Polsce było już 4700 coachów. Estymując liniowo w 2018 roku powinno być w Polsce 8074,2 coachów. Gdyby każdy z nich wyłożył 1000 zł, to budżet na kampanię wyniósłby 8 074 200 zł. Oczywiście zakładam, że ten jeden coach, który jest coachem tylko w jednej piątej, zrzuca się też tylko częściowo – proporcjonalnie do tego, na ile jest coachem (czyli 1000 zł x 0,2 = 200 zł). Stąd zostaje nam ta końcówka 200 zł na drobne wydatki.

Za osiem milionów złotych można już zrobić porządną kampanięw internecie, outdoorze czy prasie. Nie wiem, czy starczyłoby na radio i TV (nie jestem ekspertem), ale chyba też można by iść w tym kierunku. Po dobrej kampanii reklamowej społeczeństwo w końcu by połapało, czym się różni coaching ścisły od coachingu ogólnego i że prawo do nazwy ma tylko ten pierwszy. Z drugiej strony ryzyko jest takie, że coachów w rozumieniu ogólnym przypuszczam, że jest więcej niż coachów w rozumieniu ścisłym. I jeśli oni by się zrzucali na kontrkampanię, to wtedy coachowie w rozumieniu ścisłym by tę potyczkę przegrali z uwagi na większy potencjał finansowy coachów w rozumieniu ogólnym. I to jest zagrożenie, które coachowie ściśli powinni uwzględnić.

Można wymyśleć inną nazwę

Coachowie ściśli mają jeszcze szansę na radykalne odcięcie się od coachingu rozumianego ogólnie poprzez wymyślenie innej nazwy na coaching. Niech sobie nazwę coaching wezmą wszelcy mówcy motywacyjni, astrologowie czy psychodietetycy. Batalia wygląda na przegraną, zatem należy znaleźć inne rozwiązanie/nazwę.

Można by zamiast słowa coaching mówić i upowszechniać np.:

  • bouching, gouching lub fouching (jako zupełnie nowe słowa, które jeszcze nic nie znaczą, więc nikt się nie będzie czepiał, że mu te słowo zabieramy) 
  • procoaching (dodanie czegoś przed samym rdzeniem słowa w stylu pro-, mega-, inter- jest zawsze fajne)
  • polcoaching (jako ukłon w stronę polskiej tradycji kapitalizmu, gdzie połowa firm w Polsce ma w nazwie pol-)
  • coachinex (również jako ukłon w stronę polskiej tradycji kapitalizmu, gdzie druga połowa firm ma nazwę kończącą się na –ex)
  • gnichaoc (coaching, ale wymawiany odwrotnie)

Po polsku nic sensownego mi nie przychodzi do głowy. Przywoływana wcześniej Rada Języka Polskiego proponuje słowo tutoring, które ani nie jest rdzennie polskie, ani nie znaczy to samo co coaching w rozumieniu ścisłym.

I to wszystko co wymyśliłem, ale nie wykluczam, że ktoś ma lepsze pomysły, jak z tym zrobić porządek.

NA MARGINESIE…

A tak w ogóle angielska nazwa coaching wzięła się podobno z węgierskiej miejscowości Kocs, gdzie produkowano jakieś czterokołowe bryczki, czy coś podobnego (po angielsku coach to także kareta, bryczka czy autobus).

Potem coachami byli trenerzy sportowi, którzy nadal są tak nazywani. Dla milionów ludzi na świecie coach oznacza właśnie trenera sportowego, a nie coacha w rozumieniu ścisłym, czy też w rozumieniu ogólnym.  Oglądam czasem mecze NBA i komentatorzy nie mówią na trenera „trainer” ale właśnie „coach”.

Ciekawe w sumie, że trenerzy sportowi się nie czepiają, że ktoś im zabrał nazwę i jej niewłaściwie używa…