Szkoła jako szczepionka

„Życie jest ciężkie, synku.

Życie, córeczko, da ci popalić.

Świat to dżungla i musisz w niej swoje miejsce wywalczyć. Nikt ci za darmo nic nie da. Każdy czeka tylko na sytuację, w której mógłby cię wykorzystać.

Na szczęście nie wszystko stracone. Jest pewna instytucja, która nauczy cię jak się w tej dżungli poruszać. Która nauczy cię jak być twardym i się nie dać. Dzięki której zdobędziesz niezbędne umiejętności do walki o swoje.

Może ci się to nie podobać, możesz mieć inne zdanie, ale jeszcze nam podziękujesz za te jedynki. Za te kary, które otrzymywałeś. Za te prace domowe, które musiałeś odrabiać, nie wiedząc na co ci właściwie to wszystko. One ukształtują twój charakter. Będziesz silny jak tur i twardy jak bigos z zamrażarki.

Nikt ci w przyszłości przykrości nie zrobi, bo już wcześniej tyle jej zaznasz, że całkowicie się na nią uodpornisz.

Powyższa wypowiedź to kompilacja różnych wypowiedzi, różnych osób i na dodatek trochę od siebie też dodałem, żeby ładnie pasowało 🙂

JAK ROZWIJAĆ KREATYWNOŚĆ?

„A po co ten wstęp” – ktoś zapyta. Śpieszę z wyjaśnieniem.

Jestem mianowicie po lekturze dość przyjemnej książki o tytule „Kreatywność w systemie edukacji”. Książka trochę ciekawa, trochę nudna (więcej tego drugiego), ale jak to mądrzy mówią, nieważne co czytasz, tylko jakie sam wnioski z lektury wyciągasz.

W książce, w każdym razie, jest interesujący rozdział, napisany przez pewnego pana profesora traktujący o tym, w jaki sposób wzmacniać kreatywność w naszych szkołach i przedszkolach. Wypisane są tam różne metody, narzędzia i takie tam. Zasadniczo dość mądrze to wszystko napisane, sensownie, nowocześnie rzekłbym nawet. Że kreatywność jest ważna, że konieczna jako kompetencja, że za mało rozwijana i takie tam.

I w tym typowym, ogranym klimacie, nagle, znienacka, pojawia się akapit, który zaprzecza całej myśli nowoczesnej edukacji. Akapit niepoprawny politycznie, negujący jakąkolwiek potrzebę zmian. Autor ni z tego, ni z owego przedstawia pogląd szokujący. Pogląd podobny do toku rozumowania wywiedzionego we wstępie do tego posta. Pogląd, który jest podzielany przez znaczną większość rodziców, nauczycieli, dyrektorów, kuratorów, ministrów, biskupów a także zwykłych ludzi, którzy ze szkołą mieli tyle wspólnego, że do niej chodzili i jakimś cudem nie zwichnęło im to zdrowia psychicznego.

Ów pogląd brzmi, że w sumie to nawet dobrze, że szkoła wygląda jak wygląda. Jej zapóźnienie, kostyczność, zachowawczość jest super, bo jest to pole do popisu dla jednostek kreatywnych. Mówiąc innymi słowami – wtedy twoja kreatywność będzie miała wartość, jeśli od najmłodszych lat poddamy ją ciężkiej próbie. Od najmłodszych lat będziemy ją tępić na wszelkie możliwe sposoby. Jak się nie dasz i jakimś cudem zachowasz jej choć trochę – to znaczy, że naprawdę jesteś kreatywny gość. W przyszłości już nie będziesz musiał się o nią martwić. Jak zachowałeś ją chodząc do szkoły, to już nic gorszego jej nie spotka.

SZKOŁA JEST SZCZEPIONKĄ…

Pogląd ów zakłada, że szkoła to szczepionka. Musi być nieprzyjemna, musi boleć, bo to uodparnia na wszelkie nieprzyjemności w przyszłości.

Cytowany pan profesor uważa szkołę za szczepionkę na brak kreatywności w życiu dorosłym. Nieważne, że szczepionkę, która w większości wypadków dla kreatywności okazuje się śmiertelna. Działa tu zasada „co nas nie zabije, to nas wzmocni”.

Wiele osób natomiast, z którymi rozmawiam na ten temat, traktują szkołę jako szczepionkę na zło. Wedle tej myśli, to, że w szkole jest przemoc rówieśnicza, lekceważenie ze strony nauczycieli, wykonywanie bezsensownych poleceń, to zjawisko nader dobre. Zjawisko uczące dziecko, jak sobie w takich sytuacjach radzić w przyszłości.

W szkole jest rywalizacja (konkursy, oceny, egzaminy)? To świetnie, bo w życiu też jest rywalizacja, więc niech się młody przyucza jak to wygląda 😊

…WIĘC MUSI BOLEĆ

Zasadniczo efektem takiej edukacji jest przekonanie, że szkoła to zło. Ale za to zło konieczne. Nikt szkoły nie lubi, ale nie szkodzi. Szczepień też nikt nie lubi, co nie? A są przecież konieczne.

Kolejnym efektem jest to, że przepowiednia się sprawdza. Jeśli uczymy w szkole, że silniejszy ma rację (czyli kolega z klasy wyżej, albo nauczyciel), to w życiu dorosłym wszyscy też tak myślą. Ergo, szef może wyzywać pracowników i nikt się mu nie postawi, bo jest w hierarchii wyżej. To lepiej, żeby moje dziecko przyzwyczajało się już w szkole, że tak właśnie jest. Jak się przyzwyczai, to się dziwić w przyszłości nie będzie, że rzeczony szef traktuje podwładnych jak na folwarku.

Koło się zamyka. Przepowiednia się sprawdza.

DOŁĄCZAM DO RUCHU ANTYSZCZEPIONKOWEGO!

Wobec takiego stanu rzeczy niniejszym dokonuję coming outu jako zadeklarowany wróg szczepień. Jedyne szczepienia, jakie akceptuję, to te medyczne – żadne inne!

Szkoła jako szczepionka nie działa. Nie wzmacnia odporności dzieci. Wręcz przeciwnie.

Jak będziemy tłumić kreatywność, to jej nie zwiększymy. Jeśli dziecko spotka się z przemocą rówieśniczą, to się na nią wcale nie uodporni, tylko albo samo zacznie ją stosować (czyli wejdzie w rolę sprawcy), albo stanie się zewnętrznie obojętne wobec niej (więc wejdzie w rolę biernego obserwatora bądź ofiary). Nie stanie się na pewno osobą, która będzie się tej przemocy sprzeciwiać.

Jak dziecko będzie się uczyło rywalizacji od małego, to się nie nauczy współpracować (o czym pisałem już kiedyś). To proste.

Zatem szkoła musi być miejscem przyjaznym i bezpiecznym. Rozwój poznawczy czy emocjonalny fatalnie znosi opresję, kary, hierarchie, krzyki, poniżanie. Nie da się przekazywać pozytywnych wartości negatywnymi metodami.