Lista lektur o wychowywaniu

Obywatele i obywatelki!

W obliczu przymusowej izolacji, zachęcam wszystkich do wykorzystania tego czasu na rozwój wiedzy i umiejętności związanych z wychowywaniem naszych „pociech”. Myślę, że warto doskonalić swoje umiejętności jako rodzica, i z korzyścią dla siebie, i z korzyścią dla naszych dzieci.

Możemy ten czas wykorzystać choćby na wartościowe lektury dotyczące wychowywania i budowania pozytywnych relacji z dziećmi. Każdy przeżywa wzloty i upadki związane z byciem rodzicem. Warto, aby wzlotów było więcej, a upadków jak najmniej.

Poniżej znajdziecie listę lektur, które polecam, i które mnie ukształtowały jako rodzica i pedagoga.

Księgarnie internetowe jeszcze póki co działają, więc nie mamy ograniczeń, przynajmniej jeśli chodzi o czytanie!

Kolejność książek jest w porządku alfabetycznym. Dobrej lektury!

  • „7 nawyków szczęśliwej rodziny” (STEPHEN R. COVEY)

O tym, że można w relacjach rodzinnych zastosować kilka podstawowych zasad, które znacząco wpłyną na jakość naszej komunikacji. Te zasady są uniwersalne i działają zawsze. Jedną z nich jest np. „zanim coś powiesz, to wysłuchaj co druga strona ma do powiedzenia!”.

  • „Cyfrowa demencja” (MANFRED SPITZER)

O tym, jakie zagrożenia płyną ze strony technologii cyfrowych. Książka przerażająca, a nie jest to wcale horror… Czy staliśmy się niewolnikami internetu? Autor przekonuje, że niestety tak…

  • „Inteligencja emocjonalna” (DANIEL GOLEMAN)

Coś z psychologii też wrzuciłem. O tym, że o sukcesie nie decydują wcale kompetencje nauczane w szkole. Warto raczej skupić się na efektywnych relacjach z innymi i kształtowaniu umiejętności samokontroli.

  • „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały” (ADELE FABER & ELAINE MAZLISH)

Biblia z obszaru wychowywania. Jeśli miałbym wskazać jedną książkę, z której czerpię najwięcej – to byłaby to właśnie ta!

  • „Neurodydaktyka” (MARZENA ŻYLIŃSKA)

O tym, w jaki sposób efektywnie uczyć innych oraz się uczyć. Książka absolutnie „must read” dla nauczycieli, pedagogów, dyrektorów, rodziców i wszystkich, których celem jest kształtowanie kompetencji dzieci i młodzieży.

  • „NIE z miłości” (JESPER JULL)

O stawianiu granic w atmosferze szacunku. Jespera Julla warto czytać wszystko, co napisał. Często są to kontrowersyjne tezy, ale zawsze dają do myślenia.

  • „Pozytywna dyscyplina” (JANE NELSEN)

Kolejna książka dotycząca generalnie podejścia do wychowywania dzieci w atmosferze szacunku i życzliwości. Patrząc na to, w jaki sposób komunikuje się z dziećmi, większość rodziców i nauczycieli, powinna to być lektura obowiązkowa dla każdego dorosłego 😊

  • „Przestrzeń dla rodziny” (JESPER JULL)

Książka – wywiad z jednym z największych współczesnych autorytetów w dziedzinie wychowania. Ja z niej zapamiętałem to, że warto zaufać dzieciom. Wówczas one odpłacą nam tym samym.

  • „Rodzeństwo bez rywalizacji” (ADELE FABER & ELAINE MAZLISH)

Twoje dzieci bez przerwy się kłócą, dokuczają sobie i w kółko rywalizują? Już masz tego serdecznie dość i nie wiesz jak z tej sytuacji wybrnąć? Przeczytaj tę książkę – napisane w niej rady naprawdę działają (sam je wypróbowuję na swojej trójce dzieci i jestem zachwycony ich skutecznością).

  • „Twoja kompetentna rodzina” (JESPER JULL)

Znowu Jull. O tym, w jaki sposób być efektywnym przywódcą stada (naszego rodzinnego stada oczywiście 😊)

  • „Twoje kompetentne dziecko” (JESPER JULL)

Czy lepiej dziecku dać autonomię jeśli chodzi o rozwój jego umiejętności, czy też wytyczać mu i egzekwować działania rozwojowe? Na to pytanie znajdziecie odpowiedź w kolejnej książce Jespera Julla.

  • „Uśmiechnij się – siadamy do stołu” (JESPER JULL)

Twoje dzieci nie chcą jeść z Tobą posiłków, a zamiast szpinaku wolą frytki z keczupem? O tym pisze Jull i znów, nieco kontrowersyjnie, podpowiada, jak sobie w tej sytuacji radzić.

  • „W głębi kontinuum” (JEAN LIEDLOFF)

Indianie z plemienia Yequana wychowują dzieci w inny sposób niż my to robimy. A jednak wyrastają te dzieciaki na pogodnych, uśmiechniętych, spokojnych i szczęśliwych ludzi. Autorka docieka, jak to jest możliwe, że jacyś „dzicy” lepiej sobie radzą z wychowaniem dzieci niż my – cywilizowani i opływający w dostatki.

  • „Wolne dzieci” (PETER GRAY)

Co robić, aby dzieci były szczęśliwsze, bardziej pewne siebie i żeby lepiej się uczyły? To proste. Wystarczy dać im się bawić 😊

  • „Wychowanie bez nagród i kar” (ALFIE KOHN)

Kary i nagrody, jako podstawowe metody wychowawcze, pomimo radykalnych zmian społecznych i technologicznych wciąż się trzymają znakomicie. Korzystamy ze smartfonów, latamy w kosmos, złamaliśmy kod DNA, a metody wychowawcze dalej mamy XIX-wieczne.

  •  „Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci” (ADELE FABER & ELAINE MAZLISH)

Kolejny poradnik o tym, jak efektywnie porozumiewać się z dziećmi. Wszystkie rady super cenne. Sam z nich korzystam i  choć nie mówię, że nie miewam upadków wychowawczych, to czuję, że rodzicielstwo to fantastyczna i satysfakcjonująca przygoda!

A Wy co byście polecili? 🙂

Pożytki z koronawirusowej zarazy

Człowiek to istota, która do perfekcji opanowała psychologiczne mechanizmy radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Koronawirus rozprzestrzenia się jak po świecie niczym plotki po wsi. Siedzimy po domach i zastanawiamy się wszyscy, kiedy to się wszystko zakończy. Niestety – doniesienia medialne i wypowiedzi ekspertów wskazują, że nieprędko całe zamieszanie ustanie.

To jedna strona medalu.

Ale szklankę można widzieć także napełnioną. Może nie do połowy, ale w jakiejś części na pewno. Nie jest tak, że obecna sytuacja jest tylko i wyłącznie niekorzystna. Jednym z najczęściej wykorzystywanych przez ludzi psychologicznych mechanizmów radzenia sobie z trudnymi sytuacjami jest znajdowanie w tych sytuacjach elementów pozytywnych.

Postanowiłem zrobić podobnie. Żeby sobie poprawić nastrój spisałem rzeczy, które tej paskudnej zarazie zawdzięczamy.

Trochę będzie w krzywym zwierciadle, ale z dwóch rzeczy lepiej się śmiać niż płakać, co nie? 😊

  1. Można pracować z domu

Najnowsze koncepcje dotyczące motywacji człowieka do pracy wskazują, że poczucie autonomii i możliwość decydowania o sposobie realizacji celów są kluczowe w kontekście zaangażowania człowieka w pracę. Im więcej swobody, im więcej autonomii, im więcej mogę sam decydować o tym, w jaki sposób, gdzie i kiedy pracę wykonam – tym tę pracę bardziej lubię i się bardziej w nią angażuję. Pisałem zresztą o tym między innymi tu, tu, tu i tu.

Korzyści z pracy zdalnej to nie tylko wyższa motywacja pracowników. Można zaoszczędzić sporo pieniędzy na koszcie wynajmu biura, przygotowaniu stanowiska pracy. Dodatkowo praca zdalna daje możliwość zatrudnienia osobom niepełnosprawnym, osobom wychowującym dzieci oraz tym, którzy mieszkają w innej części świata.

Mam nieco doświadczenia jeśli chodzi o pracę z domu. Sam od wielu lat to praktykuję. To, co w biurze zajęłoby mi cały dzień, w domu robię w pół dnia. Nie uczestniczę w niepotrzebnych spotkaniach, nikt mi nie przeszkadza, nie zagaduje, szef nie patrzy przez ramię.

Nie ma odwrotu – już i tak sporo firm włącza pracę zdalną w swój sposób funkcjonowania. A teraz – proces jedynie przyspieszy.

2. Klasyczny system edukacji się załamał

Sprawa podobna do pracy zdalnej. Nagle okazało się, że nie trzeba chodzić do szkoły!

Dlaczego większość uczniów nie smuci się z tego powodu? Dlaczego nie lamentują, że ukochana szkoła jest zamknięta? Co jest nie tak, że zamiast płaczu, uczniowie wiwatują z tego powodu?

Odpowiedź wydaje się oczywista. Szkoła jest przymusem. Koronawirus natomiast ten cały przymus wywalił w kosmos. Nauczyciele próbują co prawda jakoś walczyć. Podsyłają wymagania, każą robić prace domowe, czytać zadane materiały, szykować się do egzaminów, ale to jest trochę jak obrona Okopów Świętej Trójcy. Ciężko egzekwować dyscyplinę i bezdyskusyjne posłuszeństwo, czyli wartości na których szkoła stoi na odległość. Cała sytuacja wymaga kompletnie nowego podejścia i spojrzenia na system edukacji. Jest to znakomity czas na naukę tego, co uczniów faktycznie interesuje i kręci.

Zresztą co ja będę pisał. Poczytajcie sobie np. jak jedna ze szkół do tego podeszła (tutaj).

Można też to zrobić jeszcze inaczej. Na przykład nauczyciele mogą tworzyć wirtualne lekcje, w których możesz, ale nie musisz uczestniczyć. Dajmy na to w środę o 10.00 jest lekcja z biologii dla klas IV-VI, potem o 11.00 polski, potem matma czy coś jeszcze. Dużo platform umożliwia tworzenie takich lekcji. Może w nich uczestniczyć dużo dzieci, nie mamy problemów z pojemnością sali. Można te lekcje nagrywać i chętni mogą je potem odsłuchać.

3. Mamy czas dla najbliższych

Praca zdalna i zamknięcie szkół powoduje, że chcąc nie chcąc musimy spędzać czas z najbliższą rodziną. Wiem, że dla niektórych jest to prawdziwy dramat. Dla mnie to jednak cudowna sprawa. Mam teraz mnóstwo czasu na czytanie moim dzieciom, granie z nimi w gry planszowe, wspólne uczenie się nowych rzeczy, szukanie po internecie ciekawych materiałów edukacyjnych. Dużo rozmawiamy – mówimy o swoich obawach i nadziejach. Budujemy naszą relację.

Niektórzy twierdzą, że miłość wyraża się czasem. Im więcej czasu komuś lub czemuś poświęcasz, tym bardziej kogoś albo to coś kochasz. Teraz nie masz wyjścia. Jesteś zmuszony kochać swoją rodzinę i poświęcać jej czas 😊

4. Mamy czas na rozwój osobisty

W końcu nie gonię jak chart za zającem. Czytam literaturę, na którą w zwykłych warunkach czasu nie mam. Myślę o tym, co mi potrzebne będzie w przyszłości, żeby się efektywnie utrzymywać na rynku pracy. Kombinuję, jak działać, żeby być bardziej efektywnym, szukam nowych rozwiązań. W typowym kieracie (od projektu do projektu), czasu na takie podejście kompletnie nie ma. Działam operacyjnie – ignorując myślenie strategiczne.

Wolny czas daje zasoby na pomyślenie o tym, co jest ważne i co będzie przydatne w przyszłości.

5. Mamy czas na sport

Jestem szczęściarzem, że mieszkam na wsi, niedaleko lasu. Póki co nasze władze nie zakazały wychodzić z domu, więc skrzętnie z okazji korzystam. Dużo biegam, jeżdżę na rowerze po okolicy. Oczywiście staram się być z daleka od innych ludzi, ale to akurat w przypadku mieszkania na wsi jest proste. Na przykład przedwczoraj w trakcie godzinnego biegu minąłem się na ścieżce tylko z jedną osobą.

Zresztą jakby kazali nam siedzieć po domach, to tragedii też nie ma. Jest mnóstwo ćwiczeń, które można wykonywać w domu. Zwykle nie bierzemy się za ćwiczenia bo jesteśmy zbyt zmęczeni po pracy. Ta wymówka w tej sytuacji nie jest możliwa.

6. Wszystkich to dotyka

„Książę Monako też dostał koronawirusa”.

Czytając tę wiadomość poczułem przypływ solidarności z rodzajem ludzkim. Okazuje się, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Każdy może dostać patogena i swoje odchorować. Ba, okazuje się nawet, że każdy jest narażony na powikłania i śmierć. Wirus nie patrzy, czy jesteś księciem, czy chłopem. Stosuje podejście egalitarne.

Dowiedziałem się nawet, że książę Monako będzie w tej sytuacji pracował zdalnie. Dzięki temu dowiedziałem się, że książęta pracują… Przyznam, że nie wiedziałem o tym zupełnie. Miałem błędne wyobrażenie, jakoby książęta nie pracowali w ogóle.

Żarty na bok jednak. Życzę księciu zdrowia, zresztą jak i innym zarażonym. Świat książąt potrzebuje, bo o czym tu gadać i pisać. Przecież nikogo nie interesują takie tematy jak np. globalne ocieplenie, kryzysy klimatyczne, wojny gdzieś w Azji, czy takie tam…

A propos…

7. Zwolniliśmy z emisją CO2 do atmosfery

Wygląda na to, że koronawirus spowolnił nieco nasz wyrzut gazów cieplarnianych do atmosfery.

Generalnie stan naszej planety się pogarsza, bo w powietrze ładujemy miliony ton różnego syfu z naszych pieców, silników, elektrowni i różnych takich. Ten syf powoduje, że pogoda się coraz bardziej rozregulowuje i śnieg pada w maju a w styczniu kwitną sasanki. Naukowcy prognozują, że kataklizm z tym związany dopiero na nas czeka. Przy czym będzie to kataklizm znacznie, znacznie gorszy od obecnej pandemii i znacznie, znacznie więcej osób umrze z powodu globalnego ocieplenia niż z powodu infekcji koronawirusa. Zatem w długoterminowej perspektywie wirus jest po prostu mniejszym złem, bo spowalnia klimatyczną apokalipsę.

W gazetach piszą, że jak się tylko sytuacja unormuje, to gospodarka przyspieszy i znów będziemy ten syf w powietrze emitować. Jednak post jest optymistyczny i w tym tonie wyrażam oczekiwanie, że kryzysy (takie jak np. obecny) wpływają na rzeczywistość przyspieszając pewne zjawiska i procesy. W tym przypadku super by było, aby obecny kryzys przyspieszył przechodzenie z gospodarki opartej na spalaniu paliw kopalnych na gospodarkę niskoemisyjną (np. poprzez rozwój pracy zdalnej i technologii komunikacyjnych umożliwiających porozumiewanie się na odległość zamiast latania samolotem na spotkania biznesowa).

Naiwnie wierzę, że tak właśnie będzie 😊

8. Przenieśliśmy się w czasie.

Urodziłem się w PRL-u, ale wiele z tego okresu nie pamiętam. Słyszę tylko od czasu do czasu opowieści moich rodziców, jak to wtedy było i jak sobie ludzie radzili w tym kijowym czasie. Trochę to głupie, ale zazdroszczę im, że żyli w czasach przełomowych. Że mieli okazję wyraźnie opowiedzieć się za jakąś sprawą, że był ewidentny czarny charakter przeciwko któremu walczyła większość społeczeństwa.

Teraz trochę jest podobnie. Granice zamknięte. Brak papieru toaletowego w sklepach. Lęk przed nieznanym (kiedyś był lęk przed wojną atomową, dziś, lęk przed wirusem). Trudności w podróżowaniu. Władza ograniczająca swobody obywatelskie. Wyraźny czarny charakter itp.

Globalizacja się cofa, a my podróżujemy wehikułem czasu w przeszłość. No cóż, przynajmniej teraz mogę co nieco się domyślać jak w tym PRL-u było…

Pozdrowienia z domu i wykorzystujcie ten czas najlepiej jak można! Kolejna taka okazja może już się nie trafić…