Po co komu dzieci?

Kilka spraw się sprzęgło.

Po pierwsze coraz więcej mam pracy związanej z konsultacjami rodzicielskimi. Innymi słowy, pomagam, wspieram, doradzam rodzicom w ich wyzwaniach związanych z wychowywaniem dzieci.

Po drugie, w naszym kraju kolejna awantura. Tym razem idzie o sprawę aborcji. Zasadnicza oś sporu dotyczy tego, czy i w jakich warunkach można ją przeprowadzić. Natomiast oprócz tej oczywistości mnie interesuje jeszcze jedna rzecz.

Otóż – dlaczego jedni chcą mieć dzieci i się o nie starają, a inni wręcz przeciwnie???

I nie idzie tu o wartościowanie, co lepsze a co gorsze. Po prostu nurtuje mnie motywacja szczególnie tych pierwszych, ponieważ jeśli chodzi o tych drugich, to sprawa w wielu kwestiach została naświetlona z racji ostatnich wydarzeń.

Po trzecie, starzeję się chyba i zaczynam w różnych aktywnościach poszukiwać ich sensu. Sam posiadam trójkę cudownych dzieci. Ale w zasadzie, do tej pory, nie zastanawiałem się w głęboki sposób – po co, że tak to potocznie ujmę, mi one? Dlaczego się na to zdecydowałem? Jaka z tego dla mnie korzyść?

Odpowiedzi na te pytania wydają mi się absolutnie fundamentalne. W takim zakresie, że implikują nasze zachowanie w stosunku do naszych pociech. Nie warto zostawiać naszego zachowania w stosunku do innych (a szczególnie dzieci) przypadkowi i nastrojom chwili. Warto określić sobie credo, misję, która ma być realizowana poprzez nasze codzienne działania.

Ponadto na poziomie psychologicznym, jeśli moja postawa i filozofia rodzicielska będą zgodne z moimi realnymi zachowaniami – istnieje większe prawdopodobieństwo, że sam będę szczęśliwy i spełniony 🙂

MOTYWACJA DO POSIADANIA DZIECI

Przyjrzyjmy się motywom posiadania dzieci i co z nich wynika.

1. PROJEKCJA WŁASNYCH MARZEŃ

Są dwa rodzaje zawodów sportowych dla dzieci. Jedne to takie, w których rodzice uczestniczą i aktywnie dopingują . Są też takie, na których rodzice raczej nie mają wstępu (np. turniej międzyszkolny). W pierwszym przypadku mamy do czynienia z wrzaskami, wymachiwaniem rękami, ciągłymi komentarzami, awanturami. Nie dzieci są w centrum uwagi, lecz rodzice, którzy kradną show. W drugim przypadku mamy normalne zawody sportowe. Ktoś wygrywa, ktoś przygrywa. Czasami jest ostrzej, czasami bardziej zabawowo. Nic wielkiego.

Obserwacja rodziców, np. podczas meczu piłki nożnej pozwala wysunąć wniosek, że to nie są jakieś tam zwykłe zawody i jakiś tam zwykły mecz. To jest walka o honor rodziny i sukces na miarę zdobycia tzw. złotych kalesonów.

Skąd się to bierze? Prawdopodobnie dzieci są projekcją, niezrealizowanym marzeniem rodziców. Rodzic sukcesu sportowego nie odniósł? Nie szkodzi, po to są dzieci, żeby osiągnęły.

Rodzic nie bardzo miał talent muzyczny? Nie szkodzi! Dziecko się pośle na lekcje pianina w wieku 7 miesięcy i będzie ono sławnym pianistą.

Rodzic nie teges z nauką w szkole? Nie szkodzi!!! Dziecko będzie miało same piątki i szóstki.

To w sumie tak jakby rodzic je miał, co nie?

Takie podejście niesie konkretne implikacje wychowawcze. Jeśli dziecko jest koniem wyścigowym, który ma osiągać sukcesy, to można je jak konia traktować. Czyli raczej dbać, dobrze karmić, inwestować pieniądze, zatrudniać trenerów, poklepywać po pysku plecach, czasem dyscyplinować (jak nie chce trenować).

2. POTRZEBA BYCIA KOCHANYM/POSIADANIA WŁADZY

Dzieci są podobne do psów. Podobnie, jak te urocze czworonogi, dzieci kochają bezwarunkowo. Możesz być moralnym i społecznym bankrutem, a i tak dzieci na pierwszym etapie swojego życia tego nie widzą. Jesteś dla nich bogiem, niepodważalnym autorytetem, ostateczną wyrocznią. Decydujesz o ich życiu, zdrowiu, bezpieczeństwie. Jednocześnie masz absolutną pełnię władzy, a z drugiej, Twój poddany bezwarunkowo ją akceptuje. W domu otacza Cię cześć i chwała.

W takiej sytuacji, najważniejsze dla Ciebie to utrzymać władzę i autorytet jak najdłużej się da. Na początku jest łatwo. Potem, jak dziecko dorasta, zaczynają się schody. I tu rodzic ma dwie możliwości postępowania. Pierwsza to zrobić kolejne dziecko. Wtedy to starsze niech sobie marudzi, to nieważne. Młodsze wciela się w rolę kogoś, kto nas kocha bez względu na jakiekolwiek uwarunkowania.

Druga strategia, raczej słabo działająca, ale wiele rodziców zapewne ją stosuje, to wzmocnienie narzędzi opresji. Większość dyktatur, jak się społeczeństwo zaczyna buntować i nie kochać władzy, tak jak powinno, reaguje przemocą. Na dwoje babka wróżyła taka strategia. Na jakiś czas się dziecko uda zastraszyć. Ale na logikę, to rodzic jest coraz starszy i słabszy, a dziecko coraz bardziej rośnie i jest silniejsze. W końcu raczej i tak się przegra.

Jaka moja rada dla rodziców, chcących być bezwarunkowo kochanymi?

Sprawa prosta – w schroniskach czeka mnóstwo psiaków do adopcji.

3. WZORZEC KULTUROWY

W mojej rodzinie była trójka dzieci. Znaczy mam dwóch braci. Naturalne, instynktowne było dla mnie to, że sam będę miał trójkę dzieci. Bez zastanawiania się w ogóle, dlaczego taka liczba a nie inna.

Idziemy ustalonymi torami. W dzieciństwie przyzwyczajamy się do określonych sytuacji i bardzo trudno nam się z tych kolein wyrwać. Nawet jak mamy szansę zmienić coś na lepsze, to lęk przed nieznanym jest tak silny, że tkwimy w tym gorszym.

Dodatkowo wzorzec kulturowy panujący w naszym pięknym kraju jest taki, że jak ktoś nie ma dzieci, to zapewne jest z nim coś nie tak. Jeszcze mężczyznom jakoś to uchodzi, ale kobieta bez dziecka traktowana jest jako osoba, która nie ma szczęśliwego i satysfakcjonującego życia. Jakaś taka podejrzana…

Najczęściej, schematy rodzicielstwa, które zostały nam w głowie zaszczepione w dzieciństwie, przenosimy na realne zachowania wobec naszych dzieci. Czasem jest to wierna kopia zachowań naszych mam i tatów. Czasem, w akcie rozpaczliwego buntu, robimy wszystko na opak, żeby nie powtarzać błędów naszych rodziców. Tak czy owak, to te schematy dyktują, co mamy robić. Działamy w reakcji na nie, a nie z naszej własnej inicjatywy.

Moja rada – przyjrzyj się jaki schemat powielasz. Przenieś działanie instynktowne, podświadome do kory mózgowej i rozważ je. Porozmawiaj o tym z partnerem/partnerką, z dzieckiem, ze swoimi rodzicami. Wydobycie na światło dzienne naszej motywacji pomaga ją kształtować. Warto nadać sens naszym wyborom, a nie powielać schematy.

4. PRZYPADEK/WPADKA

Część osób ma dzieci, ponieważ los tak chciał. Niektórzy robią to specjalnie (np. nie decydując się na środki antykoncepcyjne i przyjmując, że w związku z tym jest duże prawdopodobieństwo ciąży), a inni, niespecjalnie (tzw. wpadka). Póki co w naszym kraju aborcja została niemal zupełnie zdelegalizowana, zatem dzieci z tzw. wpadek może być coraz więcej.

Podobnie jak w przypadku wzorca kulturowego, mamy tu przestrzeń na nadanie własnego sensu. Jeśli tego nie zrobimy, to nie tylko zrobimy dziecko przez przypadek, ale wychowamy je też „przez przypadek”.

5. KORZYŚCI FINANSOWE

Wiem, pojechałem. Ale rządzący mieli nadzieję, że jak dadzą 500+, to dzietność w kraju wzrośnie.

Heh – nie wzrosła…

6. NADAĆ SENS

Spłodzenie dziecka to czynność banalna. Jak wjechać kolejką na Gubałówkę. Z drugiej strony, jego wychowywanie to ściana K2 zimą. Nadanie sensu, rozważenie, po co ja to właściwie robię, myślę, że jest pierwszym krokiem, aby nasze relacje z dziećmi były zdrowe i wspierające.

Przyznam, że moim motywem, dlaczego się zdecydowałem na dzieci był wzorzec kulturowy. Teraz, czas na poważne podejście, zbudowanie wartości.

Postanowiłem, że moim osobistym celem jako rodzica jest wychowanie szczęśliwych i kompetentnych istot, które w swoim życiu będą przysparzać szczęścia innym.

Najważniejsze co z tego wynika to, że moje zachowanie w stosunku do dzieci muszę ciągle weryfikować pod kątem tego celu. Sprawdzać, jak to, co robię, przyczynia się do jego realizacji. Czy powinienem być bardziej wymagający, czy bardziej im „odpuszczać”? Czy organizować im czas, czy pozwalać im na ich inicjatywę? Czy traktować z szacunkiem, czy też raczej szacunku od nich wymagać? Czy kazać odrabiać prace domowe, czy pozwalać oglądać TV? Zachęcać czy zmuszać do uprawiania sportu?

Nie chcę, żeby przypadek i moje impulsy decydowały o odpowiedziach na te pytania.

A Wy? Po co macie dzieci?