Życie dzieci w sieci – dekalog świadomego rodzica

Pół roku temu napisałem na blogu dość pesymistyczny post dotyczący nowych technologii. Do poczytania tutaj.

Nie może być jednak tak, że w życiu zwracamy uwagę tylko na to, co negatywne i poddajemy się czarnym myślom. Pomimo, że nie jest łatwo i zewsząd dobiegają do nas głosy dziennikarzy, ekspertów, futurologów, że będzie coraz gorzej i milion katastrof czyha na nas za rogiem, to warto zakasać rękawy, wziąć się do roboty i częściowo przynajmniej te katastrofy próbować odsuwać w czasie.

Poniżej znajdziecie kilka rad (dokładnie dziesięć), jak próbować odsuwać katastrofę związaną z nowymi technologiami.

DEKALOG RODZICA – JAK CHRONIĆ DZIECI PRZED CYFROWYMI ZAGROŻENIAMI?

Coraz więcej rodziców, pedagogów i opiekunów zauważa problem, który wiąże się z nadmiernym przebywaniem dzieci w sieci. Co ciekawe, nawet niektóre dzieci mają już całkiem wysoką świadomość ryzyka związanego z cyfryzacją naszej codzienności. Dostaję wiele pytań o to, co robić, żeby dzieci nie wgapiały się w ekran ignorując całkowicie rzeczywisty świat. Coraz więcej moich rozmów tego właśnie dotyczy.

Z jednej strony jest to zjawisko nieuniknione. Z drugiej – lepiej chyba, żebyśmy mieli nad tym kontrolę niż, żeby proces dział się samoczynnie.

Oto 10 sposobów na zapanowanie nad tym, żeby smartfon był naszym sługą, a nie my jego.

  1. Po pierwsze i najważniejsze. To my jesteśmy wzorem zachowań dla naszych dzieci. Zwykle zmiana naszych nawyków i zachowania powoduje zmianę u dzieci. Zatem przyjrzyjmy się temu, w jaki sposób my korzystamy z dobrodziejstw nowych technologii. Czy bezmyślnie przeglądamy internet? Czy też wykorzystujemy go świadomie, do realizacji określonych celów? Czy „skaczemy” z kanału na kanał wpatrując się w telewizję? Czy sięgamy po książkę? Czy wolny czas spędzamy w domu? Czy też staramy się wychodzić na świeże powietrze, spacerując, biegając, uprawiając jakąś aktywność fizyczną?
  2. Po drugie. Budowanie pozytywnej relacji z dzieckiem opartej na szacunku i autonomii powoduje, że dzieci „wpuszczą” nas do swojego cyfrowego świata. Będą nam ufać, że nie wykorzystamy tego przeciwko nim. A taką relację buduje się od momentu narodzenia dziecka. Poprzez wspieranie go, rozmowy o rzeczach dla niego ważnych, poprzez okazywanie mu szacunku, dawanie autonomii. Ważne jest także stosowanie pozytywnego podejścia wychowawczego nastawionego na wspólne poszukiwanie rozwiązań, a nie karanie czy strofowanie dzieci.
  3. A po co wchodzić w świat cyfrowy wspólnie z dzieckiem? Ponieważ, jeśli chcemy, aby one się w nim nie zgubiły, to czy chcemy, czy nie chcemy, musimy im w tym towarzyszyć. Jak to zrobić? Przede wszystkim dużo rozmawiać o tym z dziećmi. Mówić im o swoich obawach związanych z cyfrową rzeczywistością, ale także słuchać ich uważnie, na temat tego, co tam jest dla nich takie fascynujące. Wspólnie grać z nimi w gry komputerowe, wspólnie oglądać filmy. Wtedy jest szansa na to, że pewien zasób kontroli będziemy nad tym mieli.
  4. Po czwarte – pokazywać piękno świata analogowego. Nie jest prawdą, że jedyną rozrywką, jaką dzieci obecnie mają jest wpatrywanie się w ekran smartfona. Widzę, że ciekawe są dla nich też inne rzeczy. Tylko musimy im je pokazać. Wspólne granie w gry planszowe, wspólne czytanie książek, wspólne wycieczki, wspólne prace plastyczne, wspólna zabawa klockami. Dzieci bardzo chętnie w to wchodzą, o ile my poświęcamy im czas.
  5. Po piąte, warto określić wspólnie z dziećmi zasady dotyczące korzystania z elektroniki w domu. Dobrze jest wspólnie wypracować ilość godzin, jaką możemy poświęcić np. na granie w gry. Często spotykanymi regułami są np. wspólne posiłki bez włączonego telewizora i ze smartfonem odłożonym w innym pokoju. Niektórzy ustalają, że np. godzinę przed snem odkładają cyfrowe zabawki. Dla mnie bardzo ważną zasadą jest to, że urządzenia elektroniczne są wykorzystywane we wspólnej przestrzeni np. w salonie, a nie że dziecko może w swoim pokoju mieć komputer i bez żadnego nadzoru hulać po internecie jak cały dom śpi.
  6. Po szóste – jeśli już ustalimy te zasady, to się ich trzymamy. Często spotykam rodziców, którzy zasady, owszem, z dziećmi ustalają, ale później nie mają siły, czasu, motywacji, aby egzekwować ich przestrzeganie. To już lepiej w tej sytuacji żadnych zasad nie ustalać.
  7. Po siódme – w sytuacji mocno kryzysowej warto rozważyć założenie filtrów rodzicielskich. To jest rozwiązanie powierzchowne, ponieważ nie zastąpi rozmowy z dzieckiem. Nie łudźmy się, że rozwiąże wszystkie problemy, ponieważ treści pornograficzne, czy też popularny ostatnio tzw. patostreaming pokażą koledzy (najczęściej ze szkoły). Ale jednak nieco ograniczymy kontakt ze szkodliwymi treściami naszym dzieciom.
  8. Po ósme – pokazujmy w sieci to, co jest tam wartościowego. Internet to nie tylko samo zło. Sam korzystam z jego zasobów w swojej pracy – czytam artykuły, prowadzę stronę internetową, piszę blog. Dokonuję obliczeń w Excelu, wyszukuję bilety, sprawdzam pogodę, robię przelewy, tłumaczę niezrozumiałe dla mnie słowa itp. Ten artykuł piszę na komputerze, który automatycznie sprawdza mi pisownię. Jest to dla mnie kapitalne narzędzie ułatwiające pracę. Pokażmy ten wartościowy aspekt także.
  9. Po dziewiąte – dokształcajmy się w temacie. Czytajmy, bądźmy na bieżąco, sprawdzajmy krytycznie informacje dotyczące świata cyfrowego. Wiąże się to punktem pierwszym. Im więcej czasu my przeznaczamy w internecie na pracę i rozwój, a im mniej na rozrywkę, tym większa szansa, że nasze dzieci ten wzorzec przejmą. Warto także uczestniczyć w kursach dla rodziców wskazujących, jak sobie radzić w tym obszarze. Każdy rodzic nieco inaczej do tego podchodzi, ma inne pomysły na towarzyszenie dziecku w cyfrowym świecie. Na wspólnych warsztatach wymieniamy się naszymi doświadczeniami i wypracowanymi rozwiązaniami. To poszerza naszą wiedzę i umożliwia sprawniejsze radzenie sobie z wyzwaniami, które cyfrowy świat przed nami stawia.
  10. I ostatnia sprawa – ale nie mniej ważna niż pozostałe. Szukajmy pomocy, jeśli czujemy, że sobie z tym nie radzimy. Niestety media elektroniczne powodują syndrom uzależnienia, z którym „domowymi” metodami trudno sobie poradzić. Zwróćmy się wtedy po pomoc do ekspertów, osób, które pracują z dziećmi, młodzieżą i rodzicami wspierając ich w tworzeniu konstruktywnych postaw w stosunku do cyfrowej narzędzi. Zwrócenie się do psychologa to nie wyraz słabości, lecz odwaga i próba rozwiązania problemu zamiast zamiatania go pod dywan!

Wyszło mi 10 porad, ale sposobów, tak jak pisałem w pkt. 9 może być znacznie więcej. Chętnie poczytam w komentarzach o Waszych 😊

Kwarantanna jakoś leci – świat przenosi się do sieci…

Z mieszaniną zdumienia i satysfakcji, usłyszałem jakiś czas temu w radio wiadomość, że pomimo wydanego przez władze zakazu, nadal ludzie gromadzą się w grupy. To w sumie nic niezwykłego na pierwszy rzut oka, ale okazało się, że często te zgromadzenia są tworzone przez młodzież.

Młodzież? Jak to młodzież?

Przecież w obliczu pandemii koronawirusa i nakazu siedzenia w domu, akurat młodzież powinna być zachwycona i z upodobaniem nakaz realizować. W takiej sytuacji już nic nie przeszkadza jej w siedzeniu w necie, graniu w gry komputerowe, przeglądaniu instagrama, czy co tam teraz jest popularne.

A tu jednak niespodzianka. Jacyś młodzi ludzie się spotkali bezpośrednio!

ŻYCIE W SIECI

Pewnego wtorku przeprowadziłem ciekawą dyskusję z uczniami klasy V i VI. Zapytałem ich o to, jak spędzili weekend. Odpowiedzieli, że grali w gry komputerowe. Zapytałem, ile się gra w gry? 4-6 godzin dziennie?

Grupa uczniów popatrzyła po sobie z niejakim rozbawieniem i czymś w rodzaju, no nie wiem, lekkiej pogardy dla mojej ignorancji.

Zapytałem ich, w czym rzecz? Czy coś powiedziałem nie tak? Jaka jest odpowiedź na to pytanie?

Otóż… Moje przypuszczenia okazały się bardzo niedoszacowane. Uczniowie stwierdzili, że  średnio spędzają na grach komputerowych kilkanaście godzin dziennie. Dla nich to norma… Nie widzieli w tym nic nadzwyczajnego. Dziwne im się wydało raczej, że ja mogę przypuszczać, że 4-6 godzin wystarczy. Stąd ich zdziwienie, że ja mogę myśleć inaczej.

Pomyślałem wówczas, że pewnie uczniowie wzajemnie przed sobą się popisują czy coś. Chcą zaimponować. Przecież to nie może być prawda.

I wtedy przeczytałem sobie raport firmy doradczej McKinsey & Company (do poczytania tutaj – oczywiście w internecie), z którego wynika że statystyczny Polak korzysta z tego medium 11 godzin dziennie!!!

No to właściwie, w czym problem z tą izolacją? I tak już jesteśmy wyizolowani. W metrze, jak się jedzie, to przecież każdy gapi się w smartfon, więc nawet jak kichnie, to najwyżej zarazi ekran…

7 RZECZY KTÓRE SMARTFON ROBI Z NASZYMI MÓZGAMI

Wydawało mi się, że zagrożenia związane z przebywaniem w sieci, i korzyści z bycia tu i teraz w realu, szczególnie dla dzieci i młodzieży są oczywiste i jasne. Ale okazuje się, że tak nie jest. No bo przecież, większość rodziców bez jakiejkolwiek kontroli pozwala dzieciom na korzystanie ze smartfonów. Maluchy pierwszy smartfon dostają najczęściej na pierwszą komunię.

Spotkałem się z wieloma przypadkami, że rodzice dają dzieciom urządzenia elektroniczne, aby móc je lokalizować i czuwać nad jego bezpieczeństwem. Jednocześnie otwierają na oścież drzwi do co najmniej równie niebezpiecznego świata cyfrowego i w tym świecie pozostawiają bez jakiegokolwiek nadzoru i wsparcia.

A jaki może być efekt przebywania w sieci przez 11 godzin dziennie? Publikacji na ten temat jest całe mnóstwo. Co z nich wynika, szczególnie dla dzieci?

1. MÓZG DZIAŁA GORZEJ

Internet jako wygodny i prosty sposób na rozwiązywanie różnych problemów powoduje, że nasz mózg nie trenuje rozwiązywania tychże problemów (np. nie musimy znać okolicy bo mamy Google Maps, nie musimy nic zapamiętać bo mamy natychmiastowy dostęp do wiedzy, nie musimy aktywnie przetwarzać informacji, bo robi to za nas procesor w komputerze itp. itd.). Ostatnio mam okazję oglądać, w jaki sposób uczniowie wykonują prace domowe. Zwykle robią to poprzez kopiowanie treści z internetu. Nie zadają sobie  trudu, aby tę treść, którą przepisują pojąć. Na ten przykład widziałem jak czwartoklasista dostał z historii pracę domową, polegającą na odpowiedzeniu na kilka pytań w zeszycie. Wziął więc te pytania wpisał w Google. Google udzielił na nie odpowiedzi, a on te odpowiedzi zwyczajnie przepisał, nawet nie fatygując się sprawdzić, czy mają one sens.

Proste? Proste! Po co ma się wysilać i coś zapamiętać, przetworzyć, przeanalizować, kiedy robi to za nas Google 😊

Zasób wiedzy internetowej jest dla nas przekleństwem, ponieważ powoduje, że nasz mózg staje się organem niepotrzebnym i nietrenowanym. Z nim jest trochę jak z mięśniami. Jak go nie trenujemy, to staje się słaby jak łącze od Neostrady.

2. GORZEJ BUDUJEMY RELACJE Z INNYMI

Ważnymi rzeczami, których się uczymy w toku dorastania są kompetencje społeczne. Korzystanie z internetu, niestety, tę naukę skutecznie upośledza. Uczymy się tych kompetencji i zachowań w świecie rzeczywistym poprzez bezpośredni kontakt z innymi ludźmi. W internecie natomiast zachowania i normy społeczne nie obowiązują, a kontakt nie jest bezpośredni. Generalnie można robić i pisać co się chce (fora internetowe to kopalnia inwektyw, głupot, obrażania innych, poniżania i takich tam). Wobec tego uczymy się, że właśnie brak jakichkolwiek norm jest normą także w realnym życiu.

Chcesz, żeby Twoje dziecko nie miało przyjaciół i nie potrafiło budować relacji z innymi. Daj mu smartfon do ręki i to najlepiej jak najwcześniej. Powchodzi sobie na różne fora internetowe, to się nauczy, jak się ładnie z innymi rozmawia.

3. ZWIĘKSZA SIĘ RYZYKO DEPRESJI

Badania dowodzą, że częste korzystanie z portali społecznościowych współwystępuje z depresją. Im więcej dzieci i młodzież mają znajomych na portalach społecznościowych tym mniej mają przyjaciół w realu. Co ciekawe, osoby, które wychowywały się w erze analogowej (tak jak większość dorosłych), tak nie mają. Dla nas portale społecznościowe są narzędziem do utrzymywania kontaktu z naszymi przyjaciółmi. Tych przyjaciół poznaliśmy wcześniej – w świecie realnym. U młodzieży natomiast coraz słabiej zachodzi proces nawiązywania relacji w świecie realnym. Nawiązują znajomości i przyjaźnie w świecie wirtualnym, bez odniesienia do rzeczywistości. Jeśli nie masz dobrych relacji z innymi w rzeczywistości, jesteś bardziej podatny na depresję. Wirtualni przyjaciele, okazuje się, zupełnie w tym aspekcie się nie liczą i nie stanowią grupy wsparcia.

4. IM WIĘCEJ GRANIA W GRY, TYM GORSZE STOPNIE W SZKOLE

Dla dużej części rodziców, dobre stopnie dziecka w szkole są kompensacją własnych niepowodzeń i porażek. Jest to naprawdę ważna rzecz, więc trochę na ten temat.

Chcesz, żeby Twoje dziecko miało słabe stopnie w szkole, bo pragniesz udowodnić, że jesteś wyluzowanym i nowoczesnym rodzicem? Daj mu grać w gry komputerowe! Zależność jest liniowa. Im więcej Twoje dziecko gra na komputerze, tym gorszych stopni się spodziewaj w szkole. Dodatkowo gry nie powodują jedynie pogorszenia ocen szkolnych. Powodują także większą izolację społeczną i rzadszy kontakt z innymi ludźmi (rodziną czy przyjaciółmi), co jak już pisałem w punkcie trzecim wiąże się z ryzykiem depresji.

Korzyść z grania jest zatem podwójna. Gorsze stopnie i większe ryzyko depresji 😊

5. CORAZ BARDZIEJ NIE OGARNIAMY

Życie w sieci znacząco osłabia naszą zdolność do koncentracji uwagi. Zwykle w internecie robimy kilka różnych rzeczy na raz. Kiedyś myślano, że to dobrze, bo rozwijamy tak zwaną multizadaniowość. Okazuje się jednak, że multizadaniowość to coś fatalnego. Badania dowodzą, że im więcej zadań jednocześnie wykonujemy, tym wykonujemy je gorzej. W internecie najczęściej robimy mnóstwo rzeczy na raz. Siedzimy na czacie, sprawdzamy wiadomości, odrabiamy lekcje, pracujemy, słuchamy muzyki, oglądamy filmiki i śledzimy najnowsze informacje o koronawirusie. Upośledza to naszą zdolność do koncentracji uwagi. A tylko dzięki niej potrafimy przetwarzać informacje na poziomie głębszym niż powierzchowny. Przetwarzanie głębokie natomiast to klucz do efektywnego operowania zasobami poznawczymi, generowania rozwiązań problemów i efektywnej nauki.

Rada – Jeśli nie interesuje nas przyswajanie wiedzy, generowanie rozwiązań dla różnych problemów i to, żeby nasz mózg pracował wydajnie, siedźmy jak najdłużej w necie.

6. NET TO NIE KOPALNIA WIEDZY, TO RACZEJ WYSYPISKO ŚMIECI

Wyszukiwarki internetowe i portale społecznościowe ograniczają nasz dostęp do informacji. Dostajemy takie wyniki, jakie wcześniej nam się podobały. Zatem jeśli uważam, że Ziemia jest płaska a witamina C (koniecznie lewoskrętna) leczy raka, to takie treści Google będzie mi podsyłać. Nie podeśle mi treści, które temu przeczą. Jeśli zatem ktoś uważa, że internet to źródło wiedzy i wszelkiego objawienia, to niech się puknie w głowę. W każdym razie, jeśli chcesz się dowiedzieć różnych głupot, nielogiczności i bzdur – natychmiast wchodź do internetu!

A propos… Stanisław Lem powiedział kiedyś – „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. Co za trafna uwaga, prawda? Tylko, że nieprawdziwa. Wcale tak nie powiedział. Żadne źródło tego nie potwierdza. Oprócz oczywiście samego internetu.

7. WYCHOWANIE SEKSUALNE KWITNIE W SIECI

Szacuje się, że w Polsce średni wiek zetknięcia się z pornografią w sieci to około 10 lat. Zatem jeśli Twoje dziecko skończyło 10 lat, to prawdopodobnie już z pornografią się zetknęło, lub zetknie się lada chwila. Pracuję co nieco w szkole – IV, V klasa to wiek, kiedy dzieciaki wiedzą co i jak. Z netu oczywiście…

Stąd z niejakim rozbawieniem słucham o tezach różnych prawicowych polityków, że należy chronić nasze dzieci przed wychowaniem seksualnym w szkole, bo ponoć uczy się tam masturbacji, propaguje zgniły gender i same świństwa. Otoż jeśli już, to dwunastolatki takich rzeczy mogą uczyć dorosłych, a nie odwrotnie… Prawicowy polityku, nie bój się. Szkoła dzieci nie zgorszy. Wystarczy, że mają one smartfon pod ręką…

A tak w ogóle, to oczywiście w internecie, czytałem wywiad ze znanym seksuologiem, który powiedział, że nawet jak dziecku nie kupimy smartfona, to i tak mu koledzy pokażą na swoich, co tam ciekawego w sieci piszczy.

Fajna perspektywa, co nie?

8. BEZRUCH POWODUJE KŁOPOTY ZE ZDROWIEM

Jest jeszcze ósma rzecz, ale nie dotyczy wprost mózgu, tylko całego ciała. Im więcej prowadzimy siedzącego trybu życia, tym mamy większe problemy związane z chorobami cywilizacyjnymi. Badania wskazują na korelację pomiędzy liczbą godzin spędzanych przed ekranem a np. otyłością.

To oczywiście prowadzi do ludzkich dramatów w wymiarze indywidualnym, a także do wyższych kosztów opieki zdrowotnej w wymiarze ekonomicznym.

Granie w FIFĘ to zdecydowanie nie to samo, co granie w piłkę na dworzu…

JAK CHRONIĆ DZIECI PRZED TYMI ZJAWISKAMI?

To tak pokrótce o zagrożeniach. Pomyślmy, jak przed tym chronić nasze dzieci.

Ja niestety tego nie wiem.

Ale zaraz zapytam o to Google – na pewno coś znajdę i Wam napiszę…