Rozwój osobisty czy show business?

 

COACH CZY NIE COACH?

Mówcy motywacyjni. Lubią się oni określać mianem coachów, co coachów faktycznie coachingiem się parających irytuje. Prawdziwi coachowie utrzymują, że coaching z występami przed szeroką publicznością nie ma nic wspólnego. Niemniej jednak w społeczeństwie chyba się przyjęło traktować mianem „coacha” osoby, które tak czy owak zajmują się rozwojem innych. Np. znanego powszechnie Mateusza Grzesiaka i jemu pokrewnych.

Z innej beczki. Nawet ja jestem czasem określany mianem coacha przez niektórych znajomych, którzy wiedzą tylko tyle, że zajmuję się jakimś rozwojem, badaniami, szkoleniami, HRem itp. Co ciekawe kurs coachingowi przeszedłem i nawet mam certyfikat, ale nie prowadzę sesji coachingowych sensu stricto.

Ale nie o definicjach rzecz będzie. Podział między prawdziwymi coachami i pseudocoachami rysuje się wyraźny i przejrzysty. Nie jest to temat który wymaga dodatkowych analiz.

 

SZKODLIWOŚĆ MÓWCÓW MOTYWACYJNYCH

Chciałbym natomiast poruszyć kwestię tego, na ile owi pseudocoachowie, czy też mówcy motywacyjni szkodzą. Polaryzacja związana z nazewnictwem uzewnętrznia się wyraźnie w ocenie ich pracy. Oni sami, oraz rzesze ich zwolenników twierdzą, że czytanie książek o tematyce motywacyjnej, słuchanie wykładów, uczęszczanie na eventy itp. znacząco podnoszą efektywność zawodową, pozwalają na odnoszenie sukcesów, sprawiają, że zarabiamy więcej pieniędzy itepe itede.

Osoby wgłębiające się nieco bardziej w tematykę, twierdzą, że to bujdy na resorach, czary-mary, hochsztapleria i po prostu oszukiwanie. Co więcej, te praktyki mają wysoką szkodliwość społeczną. Celem tego całego biznesu jest ciągnięcie pieniędzy od nieświadomych uczestników.

No dobrze… ale gdzie leży prawda? Mamy jakieś badania na ten temat? Co jest oszustwem a co nim nie jest? Czy ludziom udział w wykładach Pana Mateusza Grzesiaka szkodzi czy pomaga?

Odpowiedź: Badań sensownych nie mamy. W Polsce do tej pory nikt się tego nie podjął. Posiłkować się tu musimy tylko naszym rozumem.

Odwołam się w takim razie do rzeczy logicznych lub też drzewiej udowodnionych.

 

POTRZEBA POSIADANIA NADZIEI

Dwa prawidła psychologiczne możemy zaprząc do analizy zjawiska.

Pierwsza zasada, która mi na myśl przychodzi brzmi, że ludzie potrzebują mieć nadzieję. I jest to coś, co zapewniają wszelkiej maści mówcy motywacyjni. Często nam mówią o tym, jaki to w nas tkwi niezrealizowany potencjał. Jak to już niedługo dzięki ich radom, ten potencjał się uaktywni. Jak to zaraz będziemy bogaci, szczęśliwi, zdrowi. Czyli krótko mówiąc dają nam nadzieję, że to co jest teraz, to nic, bo świetlana przyszłość przed nami.

Ale zaraz, zaraz… Czy nie to samo mówią nam religie? Czy nasze życie nie jest preludium rajskiej szczęśliwości? Albo czy nie o tym mówią wielcy przywódcy? Czy nie myślimy często że nasze ukochane kluby sportowe, choć teraz przegrywają, ale już, już niedługo to się zmieni i na pewno zdobędą mistrzostwo? Albo że teraz w Polsce jest źle bo rządzi partia X, ale po wyborach partia Y dojdzie do władzy i na pewno będzie lepiej?

W takim razie, czy coś złego jest w tym, że jako ludzie chcemy mieć nadzieję na lepsze jutro? Chyba nie. Albo inaczej. Jest to tak głęboko w nas, że właściwie my jako ludzie nie umiemy inaczej. I cały ten biznes związany z rozwojem osobistym do tak pierwotnej, powszechnej potrzeby się odnosi i ją zaspokaja, że można śmiało twierdzić, iż póki ludzkość istnieje, będzie on prosperował. Ewentualnie zostanie zastąpiony czymś innym, co podobną funkcję spełniać będzie.

Drugi aspekt dotyczy tego, że jak mamy nadzieję, to nie wnikając w definicje, jesteśmy szczęśliwsi. I nieważne, że nadzieja jest oparta na wątpliwych przesłankach albo na złudzeniach, czy wręcz oszustwie. Ta wiara w wątpliwe przesłanki, w iluzje, pozwala nam, o dziwo, na satysfakcjonujące życie. Różni nas od ludzi, którzy są w klinicznej depresji. Oni postrzegają świat realnie (to także jest naukowo udowodnione). Pytanie tylko, czy wolimy być nieszczęśliwymi realistami czy szczęśliwymi naiwniakami?

I jeszcze coś. Wyobraźmy sobie grupę zagubionych na pustyni wędrowców. Powoli kończą im się zapasy wody, sił zaczyna brakować. Nie wiedzą gdzie są i w którą stronę mają iść. Co chwila ktoś upada i inni muszą go na swoich barkach nieść. Powoli oswajają się z myślą o tym, że przepadną i koniec jest bliski.

Wtem… ich oczom ukazuje się oaza.

Nabierają nagle sił i idą w jej kierunku. Dochodzą i nic… To była iluzja, optyczne złudzenie. Fatamorgana.

Ale na horyzoncie tli się jakiś niepewny zarys. Chyba znów oaza. Znów więc do niej zmierzają. I znów nic, ale majaczą w oddali jakieś drzewa. Więc znów idą a cykl się powtarza.

Jak ocenilibyśmy ich szanse na przeżycie? Wygląda na to, że jednak są minimalnie wyższe niż tych, którzy się poddadzą i się zatrzymają.

Może w końcu trafią na prawdziwe wybawienie?

A może tą fatamorganą jest pan Grzesiak i jemu pokrewni?

 

SHOW BUSINESS

A co jeśli skategoryzujemy całą branżę mówców motywacyjnych jako element show businessu? Wówczas puzzle by się nam idealnie układały. Na spędzie motywacyjnym główny przekaz jaki otrzymujemy uderza w nasze emocje. Mówcy motywacyjni wyzwalają w audytorium całą ich gamę – euforię, płacz, śmiech, dumę itp. Zupełnie jak na spektaklu teatralnym lub na koncercie!

Czy jest coś złego w tym, że chcemy być bawieni i chcemy, aby ktoś emocje w nas wywoływał. Zupełnie nie! Po obejrzeniu filmu czy spektaklu o w miarę pozytywnym przesłaniu mamy lepszy nastrój, czujemy się zwyczajnie szczęśliwsi. A przecież dobrze wiemy, że to nie było naprawdę! Że aktorzy to nie bohaterowie i że tę całą mistyfikację robią dla nas.

Przecież tak samo można interpretować zachowania mówców motywacyjnych. Najważniejsze co ma się rzucać w oczy podczas ich wystąpień to forma, a nie treść. Ma być fajnie, wesoło i zaskakująco. Jak w dobrym kinie.

Czy jakiś film odmieni nasze życie? Nie. Ale radości możemy mieć z niego wiele.

 

OCENA OGÓLNA

Zatem oceniając zjawisko trudno mi o jednoznaczne potępienie i negację, tak jak czyni to wiele moich kolegów czy koleżanek. My jako ludzie, jakkolwiek głupio to brzmi, chcemy być oszukiwani. Albo dlatego, że potrzebujemy mieć nadzieję, albo po to aby się zwyczajnie dobrze bawić.

Kiedy zjawisko można oceniać natomiast jako zdecydowanie negatywne?

Wówczas gdy będzie uzależniało i to być może się dzieje, choć twardych danych w Polsce na to nie ma. Czyli jeśli są osoby uzależnione od oglądania seriali, tak samo mogą być osoby uzależnione od oglądania i słuchania mówców motywacyjnych. Im bardziej taki mówca uzależnia (np. mówi o sposobach na sukces, ale dopiero w następnym wystąpieniu które kosztuje 5 razy drożej), tym bardziej na niego uważaj i bądź podejrzliwy.

A jeśli chcesz się dobrze bawić – baw się dobrze na wystąpieniu i czerp przyjemność z tego, choć wiedz, że zmiany w życiu dzięki temu nie uzyskasz.